Legolas
GotLink.pl bramka do orangeBoże Narodzenie
Bramka
Boże Narodzenie
samochód Syrena Bosto
zostawili dość drew i chrustu, pełno też na ziemi suchych gałęzi. Zaraz też ruszył zbierać susz, a potem zajął się ułożeniem stosu i rozpaleniem ogniska; Aragorn siedział tymczasem oparty plecami o potężny pień i rozmyślał w milczeniu, Legolas zaś stał nieco dalej na otwartej przestrzeni i, wychylony naprzód, czujnie wpatrywał się
ich do lasu jeszcze przed bitwą, zanim twój oddział otoczył bandę. Czy mógłbyś przysiąc, że z twoich sieci nie wymknęła się w ten sposób żywa dusza? - Przysięgnę, że ani jeden ork nie wyśliznął się nam od chwili, gdy wypatrzyliśmy bandę rzekł Eomer. Wcześniej niż orkowie dotarliśmy na skraj
otwartej polanie między pierwszymi drzewami Fangornu ujrzeli wielkie pogorzelisko; popioły były jeszcze gorące i dymiły. Opodal piętrzył się stos hełmów, zbroi, strzaskanych tarcz, połamanych mieczy, łuków, strzał, dzid i wszelkiego wojennego rynsztunku. Pośródku tkwił zatknięty na pal ogromy łeb goblina; białe godło można było jeszcze rozróżnić na popękanym hełmie. Nieco
sztuka odczytywania tropów, w której ćwiczyłem się z dawna. - Cóż więc mogło się z nimi stać? - Nie wiem. Myślałem, że zginęli w zamęcie bitwy i ciała ich razem z trupami orków spłonęły na stosie. Lecz skoro ty powiadasz, że to niemożliwe, wyzbyłem się tej obawy. Wolno mi przypuszczać, że zawleczono
na siodło i odjechał w bok ku wschodowi, trzymając się wciąż skraju wydeptanego szlaku i uważając, by nie zatrzeć śladów. Raz jeszcze zsiadł, zbadał dokładnie grunt i przeszedł kawałek drogi tam i z powrotem piechotą. - Niewiele się dowiedziałem rzekł powróciwszy do towarzyszy. Na głównym szlaku jeźdźcy Rohanu zatarli
Elrond powiada, że istnieje między nimi więź rodzinna; oba stanowią ostatnie bastiony potęgi leśnej z Dawnych Dni, kiedy Pierworodni wędrowali po świecie, a plemię ludzi jeszcze spało. Ale Fangorn ma jakiś własny sekret. Jaki - tego nie wiem. - A ja wcale wiedzieć nie chcę - rzekł Gimli. - Ktokolwiek tam
że błądziłem. - Dzięki za te szlachetne słowa rzekł Aragorn. Z serca pragnąłbym iść z tobą, ale nie mogę opuścić przyjaciół, póki zostaje choć cień nadziei, że zdołam ich ocalić. - Porzuć nadzieję odparł Eomer. Nie odnajdziesz swoich druhów na tym północnym pograniczu. - A jednak nasi przyjaciele nie
się ku zachodowi. Nie spostrzegli nigdzie śladów oddalających się od szlaku w prawo czy w lewo, tylko tu i ówdzie natykali się na trupy pojedynczych orków, których śmierć zaskoczyła w ucieczce; siwe pióra strzał sterczały im z pleców lub gardzieli. Wreszcie, dobrze już pod wieczór, dotarli do skraju lasu i na