Władca

Legolas

GotLink.pl

wojować. Jak w takich osobliwych czasach rozeznać, co się człowiekowi godzi czynić? - W osobliwych czasach, tak samo jak w zwykłych, wiadomo, co się godzi – rzekł Aragorn. – Dobro i zło nie zmienia się z biegiem lat. I to samo oznacza dla ludzi co dla krasnoludów albo elfów. Człowiek musi

po bitwie. - Byli w licznej kompanii - rzekł Aragorn - i niestraszny im gniew Fangornu, bo rzadko się tu zapuszczaj±, a między drzewa nie wchodz± nigdy. Lecz nas droga pewnie zaprowadzi w samo serce lasu. Lepiej b±dĽmy ostrożni. Nie tykajmy żywych drzew. - Nie ma potrzeby - odparł Gimli. - Rohirrimowie

doszli, musieli już wiedzieć, że s± ¶cigani; możliwe, że próbowali pozbyć się jeńców lub zabezpieczyć ich w jaki¶ sposób, nim stawili czoło przeciwnikom. Tymczasem pogoda zaczęła się psuć. Niskie szare chmury nadpłynęły znad płaskowyżu. Mgła przesłoniła słońce. Le¶ne stoki Fangornu majaczyły coraz bliżej i coraz ciemniejsze, w miarę jak słońce chyliło

ogl±dał się za siebie; mimo pędu pilnie wypatrywał znaków na ziemi i cwałował pochylony, z głow± na szyi Hasufela. Wkrótce mknęli brzegiem Rzeki Entów i tu odnaleĽli wydeptany ze wschodu, od płaskowyżu, drugi szlak, o którym wspominał Eomer. Aragorn zsiadł z konia i z bliska przyjrzał się tropom, potem znów wskoczył

zawołał Eomer. – A wracajcie jak najprędzej i niech odt±d nasze miecze błyszcz± już zawsze w jednym szeregu! - Wrócę! – odkrzykn±ł Aragorn. - ja także – powiedział Gimli. – Jeszcze¶my z tob± nie skończyli rozmowy o Le¶nej Pani. Muszę wrócić, żeby cię nauczyć grzeczno¶ci. - Zobaczymy – odparł Eomer. – Tyle dziwnych

Elrond powiada, że istnieje między nimi więĽ rodzinna; oba stanowi± ostatnie bastiony potęgi le¶nej z Dawnych Dni, kiedy Pierworodni wędrowali po ¶wiecie, a plemię ludzi jeszcze spało. Ale Fangorn ma jaki¶ własny sekret. Jaki - tego nie wiem. - A ja wcale wiedzieć nie chcę - rzekł Gimli. - Ktokolwiek tam

że bł±dziłem. - Dzięki za te szlachetne słowa – rzekł Aragorn. – Z serca pragn±łbym i¶ć z tob±, ale nie mogę opu¶cić przyjaciół, póki zostaje choć cień nadziei, że zdołam ich ocalić. - Porzuć nadzieję – odparł Eomer. – Nie odnajdziesz swoich druhów na tym północnym pograniczu. - A jednak nasi przyjaciele nie

się ku zachodowi. Nie spostrzegli nigdzie ¶ladów oddalaj±cych się od szlaku w prawo czy w lewo, tylko tu i ówdzie natykali się na trupy pojedynczych orków, których ¶mierć zaskoczyła w ucieczce; siwe pióra strzał sterczały im z pleców lub gardzieli. Wreszcie, dobrze już pod wieczór, dotarli do skraju lasu i na