Władca

Legolas

GotLink.pl

między dobrem i złem wybierać zarówno we własnym domu jak w Złotym Lesie. - Prawdę mówisz – rzekł Eomer. – Lecz nie o tobie wątpiłem ani o wyborze mego serca. Nie wolno mi jednak postępować tak, jak bym sam pragnął. Prawo nasze zabrania cudzoziemcom wędrować na własną rękę po tym kraju,

że błądziłem. - Dzięki za te szlachetne słowa – rzekł Aragorn. – Z serca pragnąłbym iść z tobą, ale nie mogę opuścić przyjaciół, póki zostaje choć cień nadziei, że zdołam ich ocalić. - Porzuć nadzieję – odparł Eomer. – Nie odnajdziesz swoich druhów na tym północnym pograniczu. - A jednak nasi przyjaciele nie

zostawili dość drew i chrustu, pełno też na ziemi suchych gałęzi. Zaraz też ruszył zbierać susz, a potem zajął się ułożeniem stosu i rozpaleniem ogniska; Aragorn siedział tymczasem oparty plecami o potężny pień i rozmyślał w milczeniu, Legolas zaś stał nieco dalej na otwartej przestrzeni i, wychylony naprzód, czujnie wpatrywał się

legend słyszałem w Gondorze - odparł Aragorn. - Lecz gdyby nie przestrogi Keleborna, uważałbym je wszystkie za bajki, szerzące się wśród ludzi, odkąd utracili mądrość prawdziwą. Właśnie chciałem ciebie zapytać, ile jest prawdy w tych opowieściach. Jeżeli leśny elf nie wie tego, jakże człowiek mógłby go pouczyć? - Więcej świata przewędrowałeś

dał się Legolasowi dosiąść bez oporu, lecz na jedno jego słowo posłusznie spełniał wszelkie życzenia. Tak bowiem elfy obłaskawiają każde szlachetne zwierzę. Kiedy z kolei Gimlego posadzono na konia, krasnolud przylgnął do przyjaciela, czując się równie nieswojo jak niegdyś Sam Gamgee w łodzi. - Szczęśliwej drogi, obyście znaleźli swoją zgubę! –

Elrond powiada, że istnieje między nimi więź rodzinna; oba stanowią ostatnie bastiony potęgi leśnej z Dawnych Dni, kiedy Pierworodni wędrowali po świecie, a plemię ludzi jeszcze spało. Ale Fangorn ma jakiś własny sekret. Jaki - tego nie wiem. - A ja wcale wiedzieć nie chcę - rzekł Gimli. - Ktokolwiek tam

że błądziłem. - Dzięki za te szlachetne słowa – rzekł Aragorn. – Z serca pragnąłbym iść z tobą, ale nie mogę opuścić przyjaciół, póki zostaje choć cień nadziei, że zdołam ich ocalić. - Porzuć nadzieję – odparł Eomer. – Nie odnajdziesz swoich druhów na tym północnym pograniczu. - A jednak nasi przyjaciele nie

się ku zachodowi. Nie spostrzegli nigdzie śladów oddalających się od szlaku w prawo czy w lewo, tylko tu i ówdzie natykali się na trupy pojedynczych orków, których śmierć zaskoczyła w ucieczce; siwe pióra strzał sterczały im z pleców lub gardzieli. Wreszcie, dobrze już pod wieczór, dotarli do skraju lasu i na