Legolas
GotLink.pl bramka eraZnaczenie snów
sms orange
Kolędy
Dowcipy
niż ja - rzekł Legolas. - W mojej ojczyźnie nic o Fangornie nie mówiono, śpiewano tylko pieśni o dawnych tutejszych mieszkańcach, onodrimach, których ludzie zwą entami. Fangorn bowiem jest lasem bardzo starym, nawet wedle rachuby czasu elfów. - Tak, jest równie stary jak las za Kurhanem, a znacznie od niego większy.
po bitwie. - Byli w licznej kompanii - rzekł Aragorn - i niestraszny im gniew Fangornu, bo rzadko się tu zapuszczają, a między drzewa nie wchodzą nigdy. Lecz nas droga pewnie zaprowadzi w samo serce lasu. Lepiej bądźmy ostrożni. Nie tykajmy żywych drzew. - Nie ma potrzeby - odparł Gimli. - Rohirrimowie
po jednym kocu. - Rozpalmy ognisko - rzekł krasnolud. - Nie dbam już o niebezpieczeństwo. Niech się orkowie zlecą jak ćmy do świecy. - Jeżeli ci biedni hobbici błąkają się po lesie, ogień mógłby ich do nas ściągnąć - poparł przyjaciela Legolas. - Mógłby nam ściągnąć na kark inne jeszcze stwory prócz orków
lasu, potem zaś nie mógł przedrzeć się przez pierścień moich żołnierzy nikt, kto nie umie czarować jak elfy. - Nasi druhowie mieli takie same płaszcze jak my powiedział Aragorn. A nas przecież minąłeś w biały dzień nie podejrzewając wcale naszej obecności. - tak, o tym zapomniałem przyznał Eomer.
Wśród tylu dziwów za nic ręczyć nie można. Niepojęte rzeczy dzieją się teraz na świecie. Elf z krasnoludem w parze wędruje przez nasze stepy. Człowiek, który rozmawiał z Leśną Panią, stoi przede mną żywy i cały. Miecz złamany przed laty, zanim ojcowie naszych ojców przybyli do Marchii, wraca, aby znów
Elrond powiada, że istnieje między nimi więź rodzinna; oba stanowią ostatnie bastiony potęgi leśnej z Dawnych Dni, kiedy Pierworodni wędrowali po świecie, a plemię ludzi jeszcze spało. Ale Fangorn ma jakiś własny sekret. Jaki - tego nie wiem. - A ja wcale wiedzieć nie chcę - rzekł Gimli. - Ktokolwiek tam
że błądziłem. - Dzięki za te szlachetne słowa rzekł Aragorn. Z serca pragnąłbym iść z tobą, ale nie mogę opuścić przyjaciół, póki zostaje choć cień nadziei, że zdołam ich ocalić. - Porzuć nadzieję odparł Eomer. Nie odnajdziesz swoich druhów na tym północnym pograniczu. - A jednak nasi przyjaciele nie
się ku zachodowi. Nie spostrzegli nigdzie śladów oddalających się od szlaku w prawo czy w lewo, tylko tu i ówdzie natykali się na trupy pojedynczych orków, których śmierć zaskoczyła w ucieczce; siwe pióra strzał sterczały im z pleców lub gardzieli. Wreszcie, dobrze już pod wieczór, dotarli do skraju lasu i na