Władca

Legolas

GotLink.pl sms plus
Sennik Internetowy
darmowa bramka sms orange
Choinka
Święta

sztuka odczytywania tropów, w której ćwiczyłem się z dawna. - Cóż więc mogło się z nimi stać? - Nie wiem. Myślałem, że zginęli w zamęcie bitwy i ciała ich razem z trupami orków spłonęły na stosie. Lecz skoro ty powiadasz, że to niemożliwe, wyzbyłem się tej obawy. Wolno mi przypuszczać, że zawleczono

kopytami koni ślady orków. Stąd banda ciągnęła chyba w dalszą drogę bliżej rzeki. Lecz trop od wschodu jest świeży i wyraźny. Żaden ślad nie wskazuje, by ktoś zawrócił nad Anduinę. Trzeba teraz jechać wolniej i upewnić się, czy nigdzie nie widać śladów odchodzących w bok od gromady. Orkowie, gdy tu

mieszka, z mojej strony niech się nie obawia ciekawości. Pociągnęli losy, żeby ustalić kolejność straży. Pierwsza warta przypadła Gimlemu. Aragorn i Legolas położyli się i zaraz sen ich zmorzył. - Pamiętaj, Gimli - mruknął jeszcze sennie Aragorn - że niebezpiecznie jest obcinać gałęzie czy bodaj gałązki z żywych drzew Fangornu. Nie zapuszczaj

dał się Legolasowi dosiąść bez oporu, lecz na jedno jego słowo posłusznie spełniał wszelkie życzenia. Tak bowiem elfy obłaskawiają każde szlachetne zwierzę. Kiedy z kolei Gimlego posadzono na konia, krasnolud przylgnął do przyjaciela, czując się równie nieswojo jak niegdyś Sam Gamgee w łodzi. - Szczęśliwej drogi, obyście znaleźli swoją zgubę! –

przekonasz się, że dalsze wysiłki są daremne, przybądź wraz z końmi do Meduseld, wielkiego domu w grodzie Edoras, obecnej siedzibie Theodena. W ten sposób dasz królowi dowód, że nie pobłądziłem w wyborze. Twemu słowu zawierzam moje dobre imię, może nawet życie. Nie zawiedź mnie. - Nie zawiodę – odparł Aragorn. Rohirrimowie z

Elrond powiada, że istnieje między nimi więź rodzinna; oba stanowią ostatnie bastiony potęgi leśnej z Dawnych Dni, kiedy Pierworodni wędrowali po świecie, a plemię ludzi jeszcze spało. Ale Fangorn ma jakiś własny sekret. Jaki - tego nie wiem. - A ja wcale wiedzieć nie chcę - rzekł Gimli. - Ktokolwiek tam

że błądziłem. - Dzięki za te szlachetne słowa – rzekł Aragorn. – Z serca pragnąłbym iść z tobą, ale nie mogę opuścić przyjaciół, póki zostaje choć cień nadziei, że zdołam ich ocalić. - Porzuć nadzieję – odparł Eomer. – Nie odnajdziesz swoich druhów na tym północnym pograniczu. - A jednak nasi przyjaciele nie

się ku zachodowi. Nie spostrzegli nigdzie śladów oddalających się od szlaku w prawo czy w lewo, tylko tu i ówdzie natykali się na trupy pojedynczych orków, których śmierć zaskoczyła w ucieczce; siwe pióra strzał sterczały im z pleców lub gardzieli. Wreszcie, dobrze już pod wieczór, dotarli do skraju lasu i na